Impresje o Stanach Zjednoczonych – A. Taborska i M. Giżycki „Okruchy amerykańskie”

Gdyby istniał gatunek reportażu zwany „reportażem kulturoznawczym” myślę, że spokojnie można byłoby zaliczyć do niego książkę Agnieszki Tabor z fotografiami Marcina Giżyckiego Okruchy Amerykańskie. Z pewnością należałabym do ścisłego grona fanów tego gatunku. Dziś trochę o Ameryce, a dokładnie o Stanach Zjednoczonych.

Ameryka, czyli Stany Zjednoczone

Myśląc o Ameryce zazwyczaj myślimy o Stanach Zjednoczonych, zapominając o tym, że Ameryka to tak naprawdę ogromny obszar obejmujący aż dwa kontynenty: Amerykę Północna i Południową. Każdy z nas pewnie mógłby powiedzieć coś o Stanach, niezależnie czy tam był, czy nie. Uważamy, że to co wiemy o USA z filmów, mediów, literatury i własnych wyobrażeń musi być prawdą. Pewnie każdy ma swoje amerykańskie mity. Warto jednak zdać sobie sprawę, że państwo to jest zbyt duże i zbyt różnorodne, aby jeden mit mógł objąć je w całości.

Czym właściwie są Okruchy amerykańskie? Egzemplarz, do którego wciąż powracam jest drugim rozszerzonym wydaniem. Pierwsze ukazało się w roku 1995 i jak pisze autorka we wstępie często można było znaleźć go na półce z książkami kucharskimi. Okruchy amerykańskie to niepozorna książka licząca 165 stron, z czego połowę stanowią fotografie Marcina Giżyckiego. Jednak na tych paru stronach udało się autorce zmieścić Stany Zjednoczone.

W drodze przez Amerykę

Najchętniej przepisałabym Wam treść całej książki – w końcu nie jest za długa – abyście sami mogli się przekonać i zakochać w tym reportażu. Agnieszka Taborska razem z Marcinem Giżyckim przemierzają Stany Zjednoczone z zachodu na wschód. Cały tekst to krótkie impresje autorki na temat mijanych miejsc, spotkany ludzi, własnych emocji towarzyszących jej w podróży w perspektywie głębszych refleksji na temat kultury i fenomenu Stanów Zjednoczonych. Wszystko to ilustrowane wymownymi fotografiami stanowi koncentrat amerykańskiej kultury.

Reportaż rozpoczyna się od opisu drogi, amerykańskiego zafascynowania samochodami i całego fenomenu podróży, który stanowi niezwykle ważny element amerykańskiej kultury.

„Jazda przez Amerykę jest celem samym w sobie, miasta i parki narodowe – krótkimi antraktami, które ją przerywają. (…) Nie znam równie doskonałego uczucia wolności jak to, które daje jazda przez Amerykę. (…) Trzeba spędzić w drodze kilka tygodni zanim zacznie się czuć Amerykę”

Te słowa od razu przywołują obraz szerokich i długich aż po horyzont dróg znanych z filmów drogi, które przecież narodziły się w Stanach: Easy Rider, Thelma i Louise. Przychodzi od razu na myśl nieustanne bycie w podróży, poszukiwanie swojego miejsca na ziemi widoczne w ciągłych przeprowadzkach Amerykanów. Możemy przywołać historie beatników czy hipisów. Taborska pokazuje „bycie w drodze” nie tylko z perspektywy ważnego elementu kultury amerykańskiej, ale także tej najzwyklejszej – z perspektywy własnego samochodu. Możemy przeczytać o krzykliwych bilbordach rozsianych wokół autostrady, o nalepkach na tyłach samochodów, za pomocą których można rozmawiać w czasie jazdy, o cmentarzyskach samochodów… Jednocześnie autorka stara się nam wyjaśnić tę miłość Amerykanów do samochodów przez ukazanie ogromnej przestrzeni, która tę miłość zrodziła.

Stany a Europa

Autorka nieustanie odwołuje się do znanej także w Europie, wręcz budującej amerykański fenomen w oczach Europejczyka, filmografii. W końcu podróż po Stanach to jak podróż po wielkim planie filmowym: Co gryzie Gilberta Grape’a, Hipnoza, Druga prawda, Lolita Kubrika. Cytuje Kafkę, Shawa, Nabakova, Becketta, Poe, Lovecrafta. W podróży słucha The Doorsów i muzyki country. Te znane wytwory kultury amerykańskiej pozwalają także nam zobaczyć to, co jawi się przed oczami autorki. Jednocześnie poszukuje w Stanach obrazów, które potwierdzą europejskie mity o Ameryce, ale także tych całkiem nowych, które pozwolą jej zrozumieć ten kraj.

„Przyczyną niezrozumienia Ameryki przez Europejczyków jest przekładanie do niej europejskich miar. Dopiero po przejechaniu jej w poprzek zaczyna się słuchać muzyki country.”

Niezwykłą siłę obrazowania Taborska zyskuję poprzez porównania Stanów do Europy. Porównania te nie są oceniające, a raczej wyolbrzymiające różnice, które pozwalają nam poczuć i przyjąć Amerykę taką jaka jest. Taborska przypomina wciąż, że Stany są zbyt różne, aby przenieść na nie nasze spojrzenia wyrosłe na starym i zatłoczonym kontynencie. Nie możliwe jest opisanie ich w sztywnych ramach, w jakich poznają siebie nawzajem Europejczycy. Bachtin (rosyjski literaturoznawca i filozof) pisał, że w spojrzeniu drugiego człowieka możemy odkryć siebie samych. W oczach drugiego różnimy się od obrazu nas samych, który budujemy i zawsze nosimy ze sobą. Poznając spojrzenie drugiego, możemy jeszcze głębiej poznać nas samych.

„Z amerykańskiej perspektywy Europa jest zatłoczona i zużyta jak elegancki, lecz wymagający nieopłacalnych już inwestycji dom. Mieszkanie w niej to ekstrawaganckie szaleństwo.”

Europa jednocześnie zachwyca się Stanami i nimi gardzi, patrzy z wyższością posiadając bogatszą i dłuższą historię. Jednocześnie chce się od nich odciąć i im dorównać. Tak samo Amerykanie podziwiają Europę, ale nigdy nie chcieliby w niej zamieszkać. Taborska wykorzystuje w swoim reportażu także spojrzenie Amerykanów na Europę, aby ukazać nam stary kontynent jakiego jeszcze nie znaliśmy. Tym samym pozwala to na obustronne poznanie zarówno Stanów, jak i Europy.

Autorka niezwykle poetycko opisuje swoje doświadczenie przestrzeni. Na pustych drogach zachodnich i środkowych stanów dostrzega ogrom nieba, który jak mówi „nie zmieściłby się w Europie”. Dla niektórych pomiędzy największymi metropoliami jak Nowy Jork, San Francisco, Las Vegas – nie ma nic. Taborska dostrzega w tej pustce najbardziej wyróżniające się cechy amerykańskiej kultury.

Tematem okruchów nie jest jedynie podróż sama w sobie. Znajdziemy w niej także to co najbardziej nas dziwi w Stanach, najbardziej nas różni od Amerykanów. Znajdziemy w nich opisy wszelkich  grup zrzeszających prawdziwych freaków: Amerykański Klub Kolekcjonerów Aniołów, klub wampirów. W USA można uprawiać seks przez telefon albo porozmawiać z Matką Boską. Opisuje kultu Elvisa Presleya, który wciąż żyje. Umiłowanie Amerykanów do sztuczności, którą najlepiej oglądać w Las Vegas czy Disneylandzie. W Arizonie w jedynym pubie w okolicy oświetlanym czerwonym neonem można spotkać indiańskiego wodza, który co dzień przychodzi degustować tam piwa.

Nie musicie tej książki czytać od początku do końca. Możecie otworzyć ją w jakimkolwiek momencie i przeczytać krótki akapit, aby rozpocząć podróż po Ameryce. Język Taborskiej jest niezwykle poetycki. Umiejętnie kontrastuje rzeczywistość Stanów i Europy. Jej wnioski są niezwykle trafne i inspirujące. Potwierdza i neguje zastane mity, które każdy z nas zdążył wyrobić sobie o tym kraju. Tę książę można czytać wielokrotnie, zawsze wtedy, gdy macie ochotę na podróż po Stanach Zjednoczonych.

„Z Ameryki nigdy się nie wyjeżdża. W innych krajach dalej obcuje się na co dzień z jej mitem, mieszającym rzeczywistość z ciągle żywym American Dream, tworzonym przez europejski sen o Ameryce.”

Agnieszka Taborska opublikowała między innymi Senny żywot Leonory de la Cruz, Abecadło Topora, eseje o francuskim surrealizmie, książki dla dzieci (wydane w Polsce, Niemczech, Korei, Japonii i nagrodzone przez Niemiecką Akademię Literatury Dziecięcej). Od 1989 roku wykłada dwudziestowieczną sztukę i literaturę w Rhode Island School of Design w Providence w Stanach Zjednoczonych.*

Marcin Giżycki pracował w redakcjach „Literatury”, „Projektu”. Wydał m.in. Nie tylko Disney. Rzecz o filmie animowanym, Koniec i co dalej, Szkice o postmodernizmie, sztuce współczesnej i końcu wieku. Realizuje filmy dokumentalne o sztuce. Wystawiał fotografie w Warszawie, Paryżu i Stanach Zjednoczonych. Uczy sztuki współczesnej i filmu m.in. w Rhode Island School of Design w Providence (USA). *

Agnieszka Taborska, Marcin Giżycki, Okruchy amerykańskie

Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, 2006.

*z opisu Wydawcy.

Dodaj komentarz