Kijanki i kretowiska vs modelowy czytelnik

Zacznijmy od przetartego w paru miejscach ze starości frazesu – wszystko się zmienia. Skoro literatura się zmienia, przechodzi swoje kolejne etapy, rozrasta się i kurczy, pogłębia i grzęźnie na mieliźnie, to dlaczego nie miałby tego samego przechodzić czytelnik. Ciekawi mnie dzisiejszy czytelnik i jego potrzeby. W stosunku do niego nasuwa mi się także kolejne pytanie stare jak świat, co było pierwsze jajko czy kura?

Ostatnio mam mały problem z recenzjami i opiniami na temat ostatnich lektur – szybko mnie nudzą. Kiedy zaciekawi mnie jakiś tytuł, ciekawy lead lub sam autor opinii bądź recenzji, często po pierwszych dwóch akapitach moje myśli dryfują gdzieś pomiędzy obiadem a kolejnym tekstem otwartym w zakładce przeglądarki, a potrafię mieć ich naprawdę dużo. I tak może to być mój stary umysł, który jeszcze nie do końca potrafi, i nie życzę mu zbyt wielu sukcesów na tym polu, skupić się na wyświetlanych literach, kiedy ekran mojego laptopa wyłapuje jedynie największy kontrast pomiędzy czernią a bielą.

Powodem może być sama forma tekstu, bo przyznajmy, recenzja nie jest jedną z najciekawszych form wypowiedzi pisemnej. No opowiadanie to na pewno nie jest. Choć Rudnicki ostatnio bardzo dobrze sobie z nią radzi, ale to powiedzmy wyjątek potwierdzający regułę. Dziś możemy spotkać albo teksty skupiające się bardziej na erudycji autora, albo na jego widzimisię. To z pewnością kolejna trudność.

Nie ma jednak tekstu, z którego czegoś jednak byśmy nie wykopali. I tak z kilku ostatnio przeczytanych opinii wyciągnęłam pewien model czytelnika, który dziś jest bardzo popularny. Z pewnością nie jedyny, ale przeważający albo przynajmniej najgłośniejszy. I tak literatura ma być ciekawa, czyli nie może dotyczyć rzeczy, które nas nie ciekawią. Ma być wciągająca niezależnie od stanu skupienia czytelnika i jego zmęczenia, bądź setki ludzi rozpraszających wokół, którzy przeciskają się w walce o tę ostatnią pustą przestrzeń w autobusie linii nr 5 o godzinie 7 rano. Bohaterowie mają być jak żywi, tacy, abyśmy ich polubili. Bohaterowie, którzy nie zostaną polubieni, od razu spychają książkę o półkę niżej, tam, gdzie kurz osiada się grubszą warstwą, a strony szybciej żółkną.

Emocje, które wywołuje ta książka, mogą być już różne. Oczywiście szczęśliwe zakończenia zawsze są pożądane, ale i te smutne nie skreślają losu danej pozycji. Nie zapominajmy jednak o zwrocie akcji i zakończeniu. One muszą przynieść nam codzienne katharsis.

Wiele kursów kreatywnego pisania zakłada w procesie tworzenia obecność modelowego czytelnika. Dziś stare jak świat pytanie powraca i może przynieść te same trudności jak dotychczas. Co było pierwsze? Autor czy czytelnik?

Kijanki i kretowiska Aleksandry Zielińskiej

Gdyby jednak poszukać w literaturze czegoś więcej. Gdyby spojrzeć na te litery nieco inaczej niż na wydrukowany atrament?

Kijanki i kretowiska są zbiorem opowiadań Aleksandry Zielińskiej, która na swoim koncie ma już dwie kijanki i kretowiska aleksandra zielińska powieści i liczne opowiadania publikowane w prasie. W zbiorze jej ostatnich opowiadań tak naprawdę nie ma niczego, czego wymaga od literatury nasz modelowy czytelnik.             

Tematyka opowiadań krąży wokół traumy, nieszczęścia i skrajnych emocji, które skrywane wewnątrz człowieka wybuchają w pewnym momencie jak gejzer. Czy jest to tematyka ciekawa? Może być, jednak tylko wtedy, gdy nad nami świeci słońce, a chłodny drink mrozi się w lodówce. Deszczową zimą zasnutą grubą warstwą chmur i smogu opowiadania te mogą spowodować, że słońce nigdy nie zaświeci.

Czy są wciągające? Są na tyle krótkie, że zanim je zaczniemy na dobre, już się kończą. Kolejne opowiadania mają całkiem nowych bohaterów i miejsca, choć przyznam, że czasami, gdyby nie odmiana damsko-męska w języku polskim, mogłabym odnaleźć tych samych bohaterów w wielu opowiadaniach. Choć zbiór ten przeczytałam jednego dnia, to po każdym z nich musiałam zamknąć książkę, jakby złapać te wszystkie emocje i wydarzenia, i umieścić pomiędzy okładkami, tam, gdzie ich miejsce, nigdzie indziej.

Bohaterów to już na pewno nie polubicie. Dziewucha, która łyka guziki, uzależniona od środków nasennych histeryczka, brutal zamknięty w kochającym ojcu. Za żadnym z nich z pewnością byście nie poszli, a już o naśladowaniu nie ma mowy.

Dalej mamy zwroty akcji i zaskakujące zakończenia. Gdyby autorka w pierwszym zdaniu opowiadań nie mówiła nam, jak się ono zakończy, cóż może byśmy mieli jakieś zaskoczenie. Opowiadania albo zdradzają swoją historię bardzo szybko, albo mają na tyle przewidywalny ciąg dalszy, że autorka nie musi nam o tym wspominać.

Ale wiecie co? Kijanki i Kretowiska uważam za udany zbiór, za rodzaj literatury, którego dawno nie czytałam i którego trudno znaleźć na polskim rynku. Czyli Zielińskiej udało się zachwycić tym, czego modelowy czytelnik nie zakłada.

Mroczne opowiadania

Autorka podejmuje temat traumy. Doświadczenia jej bohaterów często ocierają się o istny horror, choć w żadnym z nich nie ma elementów fantastycznych. Gdyby choć w jednym z nich wyskoczył z krzaków podstarzały wilkołak albo złe driady wyszły z trawy tuż obok baseniku dla dzieci, z pewnością łatwiej byłoby nam zamknąć książkę i położyć na półce z baśniami bez tego ciężaru i dominującego smutku. Niestety autorka postawiła w nich na ludzi i to całkiem realnych.

Zielińska zostawia w swoich opowiadaniach wiele niedopowiedzeń. Wiele miejsc musimy wypełnić sami. To, co z mroczne opowiadaniadokładnością opisuje to strach i rozpacz, które towarzyszą jej bohaterom. Świetnie udaje jej się ukazać traumę z ich perspektywy, to jak uciekają od kulminacyjnego momentu, bądź spychają go w najdalsze pokłady psychiki, zakopują gdzieś na otaczających bagnach. Właśnie dlatego nie znajdziecie w nich porywających zagadek i zwrotów akcji. Jeśli jednak wczytacie się w opowiadania, wypełnicie zostawione przez autorkę luki, z pewnością emocji Wam nie zabraknie.

Warty uwagi jest także wymalowany obraz wsi przez autorkę. Zielińska doskonale przedstawia mroki i cienie wiejskiego życia. Przyrodę, która swoją rozmokłą materią potrafi wchłonąć największe występki swoich mieszkańców. Podoba mi się to, jak dzieci zamykają w słoikach rozwielitki, łapią piskorze i japońce, szczeżuje. Kiedy akcja przenosi się do miasta, tu już na przekór jest płasko i nijako. Jednak wieś w wykonaniu Zielińskiej myślę, że kryje w sobie wielki potencjał.

Także zachęcam do pójścia na opak i bez wcześniejszych wymagań co do lektury, sięgnąć po opowiadania z tomu Kijanki i kretowiska, może nie są doskonałe, ale z pewnością warte dłuższej uwagi.

 

Aleksandra Zielińska, Kijanki i Kretowiska
Wydawnictwo W.A.B., 2017

Dodaj komentarz