Miłość, taniec i śpiew – recenzja filmu „La La Land”

Musical był popularnym gatunkiem filmowym w pierwszej połowie XX wieku. Później już były lepsze lub gorsze jego realizacje. Ostatnio został już trochę zapomniany. A jednak najnowszy film Damiena Chazelle La La Land wygrał Złote Globy aż w siedmiu kategoriach. Ponadto jest nominowany do Oskarów aż w 14 kategoriach. Dlaczego? W czym tkwi siła tego musicalu?

La La Land – współczesny musical

musical La La Land Damien ChazelleO tym, że ten film będzie wspaniały wiedziałam już od pierwszej sceny, pierwszej usłyszanej piosenki. Wpadająca w ucho melodia, świetna choreografia, zakorkowana autostrada w Los Angeles, długie ujęcie i kamera, której ruch został całkowicie podporządkowany muzyce. Czułam jakbym tańczyła razem z tymi ludźmi.

Chazelle udowodnił w La La Land, że można tchnąć raz jeszcze ducha w stare musicale. W filmie możemy odnaleźć bardzo dużo scen i nawiązań do starych produkcji: Greas (1978), Deszczowa piosenka (1959), West side story (1961), Lekkoduch (1936) i z pewnością wielu innych, jednak w żaden sposób nie powoduje to uczucia wyczerpania. Jedni mogą powiedzieć, „ej przecież wszystko to już było”. I tak mają rację, ale co z tego? Reżyser wyciągnął wszystko to, co tak naprawdę kochaliśmy w musicalach i stworzył z tego niezapomniane i emocjonujące widowisko.

Pasja ponad wszystko

Zaledwie 32-letni reżyser udowodnił, że warto uważnie obserwować rozwój jego kariery. Poprzedni jego film Whiplash jest równie świetny, pełen pasji i naprawdę dobrej muzyki. Myślę, że to co wyróżnia filmy Chazelle to właśnie pasja i emocje. Reżyser nie dąży do stworzenia jakichś wielkich superprodukcji z pełną gamą efektów specjalnych, ani przeintelektualizowanego kina niezależnego. Jego filmy mają to, co nas najbardziej urzeka, ujawniają nasze skrywane marzenia i pokazują to w taki sposób, że na przemian płaczemy i śmiejemy się jak w przypadku La La Land, bądź siedzimy w napięciu do samego końca wsłuchując się w niesamowitą energie muzyki jak z Whiplash.

La La Land jest historią miłości Sebastiana i Mii, którzy walczą o swoje marzenia. Sebastian (Ryan Gosling) jest utalentowanym muzykiem jazzowym, który pragnie odzyskać swój bar, w którym mógłby grać prawdziwy i czysty jazz. Mia (Emma Stone) pragnie zostać aktorką. Oboje próbują walczyć o swoje marzenia pomimo codzienności, która niejednokrotnie rzuca im pod nogi kłody, własnego zwątpienia i brutalności przemysłu rozrywkowego. Najważniejsze okazuje się poświęcenie, wierność swoim marzeniom i przekonaniom, a także wiara w swoje możliwości. Czy znajdzie się wśród tego pola bitewnego miejsce dla ich miłości?

La La Land Damien Chazelle musical

Duet Goslinga ze Stone jest dominujący w filmie. Reszta ról to jedynie krótkie epizody, postaci które pojawiają się nagle i równie szybko znikają. Można zobaczyć w filmie drobne potknięcia, nieperfekcyjność zarówno w śpiewie, jak i w tańcu pierwszoplanowej pary, ale w żadnym wypadku nie rozpatruje tego jako błędu lub czegoś co ujmowałoby filmowi. Wiadomo Gosling ani Stone nie są zawodowymi tancerzami jak Fred Astaire. Te drobne niedociągnięcia powodują, że bohaterowie są prawdziwsi, bliżsi nam, nie stają się ideałami, którym i tak nikt nie dorówna. Sam Gosling, któremu przypisywało się coraz częściej łatkę „idealnego”, przystojnego, zaradnego, w La La Land  taki nie jest. Tworzy postać lekko oschłą, trochę aspołeczną i czasami bezradną. Myślę, że taka odmiana wyjdzie Goslingowi na dobre. Nie zamknie się w jednej roli boskiego amanta. Emma Stone także świetnie poradziła sobie z rolą wrażliwej i szczerej dziewczyny. Zresztą jej postać niejednokrotnie dominowała nad Goslingiem. Razem zaś tworzą parę, od której trudno oderwać oczy.

La La Lad Damien Chazelle musical

W filmie świetnie grają także kolory. Przynajmniej na początku jaskrawe i pełne życia kostiumy, scenerie niczym z pocztówki. Im bliżej jednak końca, forma jakby ucicha, mniej rzuca się w oczy. W filmie dominują długie ujęcia, które świetnie dopasowane są do muzyki. Za kamerą siedział Linus Sandgren znany m.in. z Joy czy American Hustle. Muzykę komponował Justin Hurwitz, który pracował z Chazellem także przy Whiplash. Muzyk mocno inspirował się piosenkami z dawnych musicali to słychać w prawie każdej piosence. Główny utwór City of the star, który nieustannie przewija się w filmie na długo zapadnie Wam w pamięć i będziecie go nucić jeszcze długo po seansie. Co jakiś czas dostajemy także sporą dawkę jazzu. Przyznam, że soundtracki z filmów Jima Jarmuscha muszą coraz częściej walczyć z muzyką Hurwitza.

La La Land jest urzekającym filmem, który Was wzruszy, rozśmieszy i przyniesie czystą radość z oglądania. Nie musicie lubić, znać musicali, aby docenić ten film za jego prostotę, wrażliwość i emocje.

Tytuł: La La Land, reż Damien Chazelle, scen. Damien Chazelle, zdjęcia Linus Sandgren, muzyka Justin Hurwitz, kostiumy Mary Zophers, obsada: Ryan Gosling, Emma Stone, John Legend, J.K. Simmons.

Dodaj komentarz