Posłuchać, zobaczyć, odczuć – poezja Instagrama Rupi Kaur i poezja performatywna Sarah Kay

Poezja stara się opuścić karty cienkich tomików, które czytają nieliczni i ciasne rubryki zapomnianych magazynów literackich. Próbuje, przynajmniej za oceanem. W Polsce nadal nie może przebić się do szerszej publiczności i pozostaje lekturą dla wtajemniczonych. Większość osób, które widzą słowa ułożone w wersy, od razu zapewnia, że to nie dla nich. Czy istnieje dla poezji ratunek?

„Mleko i miód” Rupi Kaur

Pierwszy tomik poezji Rupi Kaur za granicą odniósł ogromny sukces. Miliony sprzedanych egzemplarzy! Aż trudno uwierzyć, że rekord ten należy do poezji. Po przeczytaniu „Mleko i miód” wątpliwość ta pozostaje. Czy krótkie zdania Rupi Kaur ułożone w wersy to poezja?

Dziś poezję oprócz samych poetów mało kto czyta. Magazyny literackie, w których jest drukowana powoli dogorywają. Jeśli nie jest się laureatem jakiejś znanej nagrody literackiej, jak np. nagrody im. Wisławy Szymborskiej, mało kto wie o istnieniu danego poety. Podczas slamów można zobaczyć w większym skupisku entuzjastów słowa poetyckiego. W Polsce przybierają one formę trochę tajnych spotkań, choć teoretycznie otwartych dla wszystkich, poukrywanych w dusznych piwnicznych barach, podczas których w dymie papierosowym i upojeniu alkoholowym poeci deklamują swoje wiersze z kartki. O stanie poezji w Polsce z pewnością można mówić jeszcze więcej, ale nie o to chodzi. Ogólnie szkoda, ale mało kto czyta dziś poezję, przynajmniej w Polsce.

Wróćmy jednak do pytania o status poetycki tomiku Rupi Kaur „Mleko i miód”. Rekordowa sprzedaż tej książki, nieco chwieje naszą tezą o małej poczytności poezji.

Rupi Kaur
Rupi Kaur

Jeśli wcześniej wylosowane z kapelusza przez futurystów słowa można było nazwać poezją, tak nad tym czy utwory Rupi Kaur też do niej należą nie będę się roztrząsać. Tę kwestię pozostawiam mądrzejszym. Mnie zastanawia jedynie fenomen instagramowej poezji. Artystka wbrew pozorom nie zdobyła swojej popularności dzięki wierszom, a dzięki zdjęciu, które opublikowała na swoim koncie i które następnie zostało skasowane. Dzięki temu wybuchła wrzawa na temat wizerunku kobiety prezentowanym przez media i social media. Wszelkie zdjęcia półnagich, bądź rozebranych kobiet cieszą się ogromną popularnością, jednak zdjęcie ubranej dziewczyny z plamą od krwi miesięcznej już jest zbyt kontrowersyjne. Kwestia uprzedmiotowienia ciała kobiety przez media jest już tak stara jak same media. Co jakiś czas pojawi się głos sprzeciwu, ale w sumie i tak dużo nie zmieni. Dzięki temu jednak Kaur zakreśliła swoją drogę, swój temat, którym stała się kobiecość, z całą jej wrażliwością, chaosem, namiętnością, pragnieniami i cierpieniem.

Jaką zatem kobietę opisuję Kaur w swojej poezji? Z pewnością nie jest to wojująca feministka, który dołączy do każdego pochodu na rzecz praw kobiet. Nie jest to także intelektualistka, która prowadząc dysputę z mężczyzną przewyższa go o stokroć, ale i tak jej głos nie jest barany pod uwagę. Kaur pokazuje kobietę wrażliwą, pełną emocji, czasem strasznie naiwną. Kobietę, która cierpi z powodu utraty kochanka, ale także cierpi z powodu nadużyć, których dopuszczają się mężczyźni na jej ciele. Cierpiącej z powodu bycia w cieniu i niezrozumienia. Dużo tego kobiecego bólu w poezji Kaur Na cztery rozdziały znajdujące się w jej książce aż trzy dotyczą właśnie tej sfery: cierpienie, zrywanie, gojenie. Jedynie rozdział miłość, pokazuję kobietę szczęśliwą, pełną namiętności i pożądania. Kobiecość buchającą erotyzmem, kwitnącą, upojną, kobietę, która głodna swojego kochanka w pełni mu się podporządkowuje.

To co spodobało mi się w jej poezji to właśnie ta eksponowana kobieca wrażliwość, która nie jest rozpatrywana w kategorii słabości. Podoba mi się także podkreślenie kobiecego pragnienia czysto seksualnego, namiętności, o której kobieta mówi, a nie wstydzi się jej. Mocno wyraża także swoje potrzeby.

Reszta jak dla mnie jest już zbyt naiwna i pusta. Kaur często powtarza pewne już oklepane kwestie, buduje wiersze w formie jakichś porad, cytatów, utartych frazesów, które trafnie można porównać do prozy Coelho. Myślę, że ta prostota wierszy, nastawienie bardziej na przekaz niż na funkcję poetycką przyczyniło się także do popularności tomiku Mleko i miód. W końcu każdy może zrozumieć poezję.

mleko i miód Rupi Kaur

Mam nadzieję, że poezja Kaur pozostaje jednorazowym eksperymentem, ciekawym z kulturoznawczego punktu widzenia. Można wyciągnąć z niego wnioski na temat pewnych mechanizmów rządzących współczesną kulturą i tyle. Prawdopodobnie przeminie jak każdy bestseller i miejmy nadzieję, że nie doczeka się swoich naśladowców. Poezja z pewnością straciłaby na tym najbardziej.

Sarah Kay – poezja performatywna

Wykorzystam okazję i ponudzę Wam jeszcze o jednym poetyckim wydarzeniu, który wydaje mi się niezwykle ciekawe.

Poezja performatywna – co to właściwie jest? Poezję, którą się wygłasza przed widownią. Cóż taka definicja nie wskazuje na nic oryginalnego. Poezja performatywna łączy w sobie elementy nie tylko poezji, ale także teatru. Poeta staje przed widownią, deklamuje swój wiersz z pamięci nie z kartki, odpowiednio go intonuje, buduje napięcie i ciekawość. Wielokrotnie utworom wygłaszanym w ten sposób bliżej do prozy poetyckiej niż do samej poezji. Nastawione są bardziej na opowiedzenie pewnej historii a nie wyrażenie emocji, idei, choć oczywiście to się ze sobą nie wyklucza. Po prostu pewne akcenty rozłożone są w innych miejscach.

Jedną z poetek performatywnych jest Sarah Kay, którą naprawdę cenię. Już mając 14 lat chodziła na nowojorskie slamy, gdzie słuchała poezji i uczyła się od innych. Razem ze swoim męskim sobowtórem Philipem Kaye (sobowtórem? wyjaśnienia szukajcie w ich występie pod tytułem „An Orgin Story”) założyła projekt pod nazwą V.O.I.C.E., w ramach którego edukują młodzież właśnie za pomocą poezji performatywnej. Budzą w nich wrażliwość i uczą wyrażać siebie. Całkiem fajny pomysł także na zainteresowanie samą poezją.

Sarah Kay występowała także na TED’zie także tam możecie poszukać jej występów. Jako poetka używa bardziej złożonych środków wyrazu niż Kaur. Także z niej bije ogromna wrażliwość, jednak próżno szukać  w niej naiwności. O uczuciach nie mówi wprost. Zamiast tego buduje o nich historię, która ma wzbudzić je w odbiorcy. Kiedy mówi o kobiecości, mówi o wrażliwości i sile. Cóż nie można zaprzeczyć, że jest trochę w tym naleciałości motywacyjnych mówców, ale jednak z sympatii jestem skłonna przymknąć na to oko. Cóż nie rozpisując się już za nadto. Polecam Wam poczytać/posłuchać/pooglądać Sarah Kay i Philipa Kaye zamiast Rupi Kaur.

Dodaj komentarz